fotogaleria, newsletter, świadectwa, polityka prywatności
Co usłyszałeś ode mnie za pośrednictwem wielu świadków, przekaż zasługującym na wiarę ludziom, którzy też będą zdolni nauczać i innych 2Tm 2,2

Kto tu wpuścił te dzikie tłumy?

ks. Artur Godnarski 16/06/09

Kilkanaście już lat temu takimi słowami jeden z kleryków skomentował pojawienie się kilku osób, w kościele w którym trwały "mini ćwiczenia ignacjańskie".

Pamiętam rozmowę z Księdzem Arturem po kilku pierwszych kursach, w których uczestniczyłem – szczerze obawiałem się, że w stosunkowo krótkim czasie uda nam się przeprowadzić przez proces ewangelizacyjny ogrom ludzi, że we wszystkich parafiach powstaną prężnie działające Szkoły Nowej Ewangelizacji i wkrótce w tej przestrzeni nie będzie co robić. Dziś ze smutkiem muszę przyznać, że moje „obawy” niestety się nie urzeczywistniły. Kiedy przeglądam dane statystyczne dotyczące kursów SNE w naszej Szkole w latach 90-tych i patrzę na to, co dzieje się dzisiaj nie mogę oprzeć się przykremu wrażeniu, że delikatnie rzecz ujmując, mocno straciliśmy na popularności. Po kilku spotkaniach reaktywującej się Rady Dyrektorów SNE dostrzegam, że problem dotyka nie tylko naszej diecezji. Cóż więc się wydarzyło???

Może najpierw warto się zastanowić nad fenomenem intensywnego rozwoju SNE kilkanaście lat temu. Pewnie ma to jakiś związek z przemianami społecznymi, które miały miejsce w naszym kraju. Bycie zaangażowanym chrześcijaninem przestało być niebezpieczne. Wolność zgromadzeń zaowocowało między innymi tym, że wyszły spod ziemia różnego rodzaju grupy i wspólnoty. A ponieważ zmaganie o wolność polityczną można było uznać za zwieńczone pewnym sukcesem, więc wiele wartościowych osób zaczęło szukać nowych przestrzeni swojej aktywności w Kościele. Z drugiej strony coraz widoczniejszy stawał się fakt, że obok duszpasterstwa masowego koniecznie trzeba dać podstawy głębszej formacji i narzędzia zaangażowania ewangelizacyjnego dużej liczbie osób uczestniczących w życiu grup i wspólnot Odnowy Kościoła. Większość uczestników kursów ewangelizacyjnych w pierwszych latach pochodziła właśnie z tej przestrzeni – dynamiczny i łatwo przyswajalny program SNE stał się narzędziem formacji wielu istniejących już grup. Ta fala przypływu wyraźnie się zakończyła.

Dwa lata temu spotkałem się z dwoma księżmi z naszego środowiska, z którymi w początkach SNE bardzo blisko współpracowaliśmy. Padło wtedy dość znamienne stwierdzenie, że nas również dotykają problemy dzisiejszego człowieka – mocno posunięty indywidualizm, który znacznie utrudnia współpracę i ambicje, które powodują trudność podporządkowania się komukolwiek w podejmowanych inicjatywach. Przynajmniej na naszym podwórku to rzeczywiście wiele tłumaczy, ale czy wszystko?

W SNE uczymy się pewnej strategii działania – formacji uczniów, którzy z kolei będą formować następnych – swoiste perpetum mobile. I tu trudno oprzeć się wrażeniu, że któreś z pokoleń uczniów nie stało się mistrzami, a to stworzyło pewną lukę.

Wiemy dobrze, że sekretem do dobrego przeżycia jakiegokolwiek kursu SNE jest odpowiednie pragnienie uczestnika, na które Bóg chce odpowiedzieć. Dlaczego ludzie przestali się na kursy zgłaszać? Może zmieniły się ludzkie pragnienia? I znowu odwołam się do doświadczenia – w świadectwach usłyszanych pod koniec któregoś z Filipów usłyszeć można było, że większość uczestników znalazła się na nim na konkretne zaproszenie pewnego małżeństwa, które dzieliło się z nimi swoją wiarą w miejscu ich pracy. Może więc kluczem jest pomóc odkryć człowiekowi, że pragnie miłości, pokoju, sensu życia, przyjaźni i że to wszystko chce zaoferować mu Bóg? Człowiek, który ma takie pragnienia dobrze przeżyje kurs ewangelizacyjny, człowiek który ich sobie nie uświadamia na takim kursie nigdy się nie znajdzie, a nawet jeśli, to tylko straci czas.

Dlaczego ludzie nie przyjeżdżają na Kurs Paweł i inne bardziej zaawansowane szkolenia SNE? – Bo coraz mniej trafia ich na kurs Filip czy inne podstawowe kursy ewangelizacyjne czy rekolekcje.

Dlaczego nie trafiają na kurs Filip czy inne podstawowe kursy ewangelizacyjne czy rekolekcje? – Bo nie uświadamiają sobie pragnienia i potrzeby Boga w życiu.

Dlaczego nie uświadamiają sobie pragnienia i potrzeby Boga w życiu? – Bo coraz mniej osób ma odwagę dzielić się z innymi ewangelią??? – A może to właśnie tu tkwi problem zasadniczy??? (Pytanie pomocnicze – kiedy ostatni raz dzieliłeś się z kimś Twoim spotkaniem z Jezusem Chrystusem????)

Na pewno w ostatnich latach dokonało się wiele przeróżnych zmian. Pewnie na niektóre z sytuacji nie mamy bezpośredniego wpływu. Ale czy jest jeszcze dla nas aktualne to, co powiedział lata temu Jan Paweł II : „Nie możemy być spokojni, gdy pomyślimy o milionach naszych braci i sióstr, tak jak my odkupionych krwią Chrystusa, którzy żyją nieświadomi Bożej Miłości” (Redemptoris Missio 86).

Nie roszczę sobie pretensji do udzielania wyczerpującej odpowiedzi na pytania które pojawiły się w tekście. Nie da się jednak ukryć, że sytuacja w wielu miejscach wydaje się patowa. Jeśli widzisz jakieś rozwiązania, albo potrafisz wskazać jeszcze inne przyczyny trudności w ewangelizacji z którymi się zderzamy w polskiej rzeczywistości proszę o podzielenie się opinią na adres t.matyjaszczyk@tymoteusz.org.pl (Jeśli okaże się że chcemy rozmawiać, będę bombardował naszych informatyków, żeby uruchomili możliwość zamieszczania komentarzy bezpośrednio pod tekstem.)