Co usłyszałeś ode mnie za pośrednictwem wielu świadków, przekaż zasługującym na wiarę ludziom, którzy też będą zdolni nauczać i innych2Tm 2,2
Zakończyliśmy wczoraj świętowanie w Domu Wspólnoty. Rano ok. godz. 9:00 nasi francuscy goście z ks. Grzegorzem na czele wyjechali po kilkudniowym pobycie. Co zatem działo się przez te dni w przestrzeni Domu Wspólnoty?
29 grudnia byliśmy na Górze św. Anny. Odbywało się tam Ewangeliczne podsumowanie roku 2009. Wzięliśmy udział w dwóch konferencjach wygłoszonych przez ks. Artura. Wracając do Gubina zatrzymaliśmy się we Wrocławiu gdzie królewską ucztą ugościł na Krzysiu „Heniu” Rawicki. Nie stosowne byłoby nie przejść się choć kilka minut po wrocławskim rynku, zatem z częścią młodych francuzów udaliśmy się na spacer który przerodził się w niemalże trzygodzinne świętowanie: tańce, śpiew, muzyka- a to wszystko na wrocławskim rynku, wystarczyło tylko trochę wyobraźni. Perspektywa grzanego wina na zakończenie pląsów na zimnym bądź co bądź wrocławskim rynku była jak najbardziej miła.
30 grudnia udaliśmy się do Paradyża, by tam zwiedzić Wyższe Seminarium Duchowne diecezji Zielonogórsko-Gorzowskiej. W tym czasie nie było alumnów więc mogliśmy śmiało chodzić po korytarzach tej pocysterskiej budowli. W prawdzie to nie pierwszy raz jak tam byłem jednak i dla mnie było to wyjątkowe przeżycie. Wracając przez Zieloną Górę gdzie zjedliśmy pożywny obiad, mieliśmy, a właściwie nasi goście mieli krótki czas na wyszalenie się w galerii handlowej-takie ostatnie przygotowania do zabawy sylwestrowej.
31 grudnia to czas przygotowań do imprezy. Mobilizacja pełna, spotkanie przy kawie, dyspozycje i wykonanie. Wraz z Basią i Kasią pojechaliśmy na miasto by kupić kilka rzeczy niezbędnie potrzebnych do dekoracji sali i przystrojenia stołów. Z pomocą przyszła nam Marzenka na którą jak zawsze w takich sytuacjach można liczyć. Akcja zakupy wydłużyła się nieco w czasie przez co nie zjedliśmy obiadu-ale co tam w końcu impreza sylwestrowa to nie byle potańcówka. W strojeniu sali pomagali Wojtek, Krzysztof i Łukasz który dzielnie na drabinie niemalże tańcował pod sufitem by przyczepiać balony. Nie było ich dużo zaledwie 145 nie licząc tych które popękały ale jak na 5 osób które je dmuchały to i tak niezły wynik-kto dmuchał ten wie że dmuchanie balona to wcale nie taka łatwa sprawa tym bardziej jak podczas wiązania nagle ucieka i trzeba zaczynać od nowa.
Imprezka: zaczęliśmy o 17:00 od czuwania przed Najwyższym, półgodzinne nabożeństwo podsumowujące rok i Eucharystia dały dobre wejście w czas radowania się i balowania. O 20:00 Krzysiu z Olgą podali kolację i tak to się wszystko zaczęło w tej części domu. Bawiliśmy się do 5:00 rano. Agnieszka nauczyła nas kilku tańców, furorę zrobił taniec belgijski który wielokrotnie powtarzaliśmy nawet następnego dnia. Także Piotr który przyjechał do nas z Łodzi nauczył nas kilku podstawowych ruchów tańców latynoamerykańskich. Przy muzyce puszczanej przez Wojtka bawiliśmy się do rana, nastąpił jednak taki czas kiedy zrobiło się sentymentalnie a to za sprawą ks. Marka dla którego muzyka jest codziennością- z uwagi na nazwisko, ale także na podejście do tematu. Dzięki niemu mogliśmy przenieść się w przeszłość i posłuchać starych dobrych kawałków.
I tak kiedy już wszyscy poszli spać, przyszło mi pozamykać drzwi, zgasić lampki na choince, zapalić nocną lampkę i posiedzieć jeszcze przed kominkiem w dobrym towarzystwie by powiedzieć- imprezę uważam za zakończoną. I tak jak kapitan opuszcza ostatni okręt tak i mnie jako gaździe tej akurat imprezy- podczas gdy owieczki i ich pasterze już spali przyszło złożyć się do snu.
Dziękuję wszystkim którzy swoją praca i dobrą wola przyczynili się do tego że ta impreza mogła nie tyle dojść do skutku co w bardzo dobrym stylu się odbyć. Mam nadzieję że nowy rok przyniesie ze sobą wiele takich chwil w których będąc pełni radości nie stracimy z przed oczu tego co najważniejsze, a właściwie Tego, który jest najważniejszy- Jezusa. Tego wam wszystkim i sobie życzę.
Michał Piętosa