Niektórzy w Polsce patrzą na zachód jako na synonim zła. Tymczasem właśnie tam, może i dla naszego zawstydzenia Bóg rodzi przepiękne owoce pośród ludzi odnowionych w Duchu Świętym, który nie da się ograniczyć i sprawia, że człowiek staje się jak wiatr...
Boży maxymaliści żyjący wśród nas!
Mam nadzieję, że dzisiejsza korespondencja z Francji, rozpocznie cykl artykułów, wyświetlających postaci niekoniecznie znane szerokiemu gronu katolików a które wywarły ogromne, ewangeliczne piętno na środowiskach w których żyły. Serdecznie dziękuję ks. Grzegorzowi Hermanowi pracującemu na misjach we Francji w Szampanii, za przygotowanie dla nas tej korespondencji.
ks. Artur Godnarski
__________________________________
Mam 100 lat i chciałabym wam powiedzieć!!
Nie, nie ja, do setki jeszcze dużo mi brakuje a i z powiedzeniem czegoś też byłby problem. To jest tytuł książki pewnej francuskiej zakonnicy. Niby zwykła szara siostra zakonna. W Polsce pewnie w ogóle nieznana a we Francji jest drugą co do popularności osobą zaraz po bardzo znanym muzyku rockowym.
Siostra Emmanuelle ( Soeur Emmanuelle) to o niej chcę napisać parę słów.
Z niedzieli na poniedziałek odeszła do Pana przeżywszy prawie 100lat.
Dzisiaj w miejscowości gdzie była w domu starców odbył się jej bardzo skromny pogrzeb ale cała Francja w katedrze Notre Dame w obecności prezydenta ministrów i licznych celebrité oddała jej hołd.
Urodziła się w Brukseli, 16 listopada 1908 roku, jako Madeleine Cinquin w rodzinie bardzo wierzącej. Ojciec miał mini-fabrykę bielizny. Matka zajmowała się domem. Ją i jej rodzeństwem zajmowała się brytyjska guwernantka. Wielki wstrząs Madeleine przeżyła kiedy na jej oczach w morzu utopił się ojciec. „To doświadczenie namacalności śmierci i bezsilności zbliżyło mnie w sposób wyjątkowy do Boga, który nigdy nie umiera” – powie po latach.
Jej znajomi mówili o niej porywcza, wręcz jędzowata z szalonymi pomysłami. Paliła po kątach papierosy, stroiła się w nieprzyzwoite ciuchy i... codziennie chodziła na Mszę św. Przed lustrem marzyła by zostać „misjonarką, albo męczennicą, a czemu nie świętą?”
W wieku 21 lat wstępuje do Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Syjońskiej. Prawie od razu wyjeżdża do Turcji. Uczy tam młodych ludzi filozofii – przez 28 lat. Potem w Tunezji, opiekuje się dwoma klasami córek francuskich kolonistów. Jak sama mówi było to dla niej negatywne doświadczenie, napisała nawet: ,,Straciłam wiarę w siebie i w Boga’’.
Po 5 letnim pobycie w Egipcie przeżywa prawdziwą ,,noc wiary’’ i szuka prawdy w judaizmie, islamie, buddyzmie jednocześnie czytając Tomasza z Akwinu.
Nie może pogodzić się z tym że zamiast służyć nędzarzom poświęca swój czas „bogatym i rozkapryszonym pannom francuskim”. W wieku 61 lat przechodzi na emeryturę. I wtedy jak sama mówi: ,,po ponad 40 latach znalazłam swoje powołanie’’.
Zaczyna pracować na obrzeżach Kairu gdzie żyją ,,gałganiarze’’. Pracuje z alkoholikami, narkomanami, prostytutkami. Nakłania rodziców dzieci grzebiących w śmietnikach, by posłali je do lekarza i szkoły. Wreszcie podbija Europę i Amerykę, gdzie bezpardonowo gromadzi środki na finansowanie kolejnych przedsięwzięć: otwiera centrum medyczne Slam, szkoły i ochronki dla dzieci. Buduje nawet fabrykę kompostu, by przetwarzać tam gromadzone przez „gałganiarzy” śmieci i odpady.
Po latach spędzonych wśród najbiedniejszych wraca na wyraźną sugestię przełożonej do Francji. Ostatnie lata życia spędza w domu starców dla sióstr Zgromadzenia Matki Bożej Syjońskiej w Callian na południu Francji. Opublikowała 16 książek. Ostatnia, „Confessions d’une religieuse” (Wyznania zakonnicy) ukażą się zgodnie z życzeniem autorki tuż po jej śmierci, w najbliższych dniach. „W chwili, gdy te słowa będą opublikowane, ja znalazłam nowe narodziny w Bogu” – pisze w pierwszych słowach s. Emmanuelle.
Na jednej z konferencji zorganizowanej dla młodych ,,gałganiarzy’’ powiedziała: „W waszym wieku byłam jak rwący potok. Jeden facet nie wystarczyłby mi z pewnością. Pragnęłam czegoś więcej, bardziej ekscytującego. Wybrałam więc Boga!”.
Prezydent Francji powiedział o niej że: ,,siotra Emmanuelle była siostrą wszystkich Francuzów”.
Z kolei kardynał Etchegaray tuż po jej śmierci powiedział: „Nie ma już drugiej takiej w Europie” Zapytany, czemu mało kto w Watykanie mówi o siostrze Emmanuelle z entuzjazmem, dodał po namyśle: „Jej wiara była zbyt żywotna, czasem szokująco...”
I chyba my potrzebujemy takiej żywej i może szokującej wiary. Wokół nas żyją ci którzy potrzebują świadków miłości Chrystusa. Jak powiedział Jan Paweł II dzisiejszy świat nie potrzebuje nauczycieli ale świadków. I takim świadkiem na pewno była siostra Emmauelle.
Pozostaje pytanie: a co ze mną i z Tobą? Czy nie zamienimy wiary w pobożne westchnienia i w miarę sympatyczne samopoczucie religijne pośród koronkowych celebracji? Dzisiaj, może bardziej niż kiedykolwiek potrzeba objawienia się Synów Bożych, pośród świata. Synów pełnych ognia, który zapala entuzjazmem nadprzyrodzonej nadziei i wiary czyniącej rzeczy niemożliwe, mocą Nowej Pięćdziesiątnicy, mocą Ducha Świętego.