|
Trwają ostatnie, miejscami gorączkowe przygotowania do pierwszego wyjazdu na
pole Woodstockowe,
gdzie dziś wieczorem nastąpi uroczyste poświecenie krzyża - znaku naszej
obecności na Woodstocku.
Dziś po pierwszym, porannym bloku rekolekcyjnym nastąpił czas, gdy
przystankowicze doszlifowywali pieśni, scenki i inne "sztuki" mające pokazać jak
ciekawą i bogatą może być relacja z Bogiem. Pomimo ogólnej radości
i zadowolenia z tego, że działamy dało się wyczuć obawy. Czy uda nam się
dotrzeć do tych ludzi, których spotkamy na Woodstocku ? Czy zdołamy być dla nich
pięknym świadectwem życia z Bogiem ? Czy dobrze się przysłużymy dziełu
bożemu jakim jest Przystanek Jezus ?
Chwilę po południu tego skwarnego dnia, w cieniu kaplicy rozpoczęło się
wystawienie Najświętszego Sakramentu, a następnie jego adoracja. W trakcie
wspólnej modlitwy przed Najświętszym Sakramentem wątpliwości zaczeły odchodzić,
a w ich miejsce pojawiła się pewność, że Bóg nie zostawi nas samych w tym
wszystkim.
Jesteśmy gotowi. Chodźmy do ludzi !
| |
„Któż jest tym sługą wiernym i roztropnym, którego pan ustanowił nad swoja
służbą, żeby we właściwej porze rozdał jej żywność ?” /Mt 24, 45/
Godzina 700 - w kościele trwają przygotowania do porannego
nabożeństwa. W kuchni zaczęły się tzw. pełne obroty. Dziś grochówka, czyli za
około dwie godziny „podziemia” kościoła zamienią się w tor dla „wjeżdżających” i
„wyjeżdżających” misek, pełnych ziemniaków, cebuli, marchewki. Istna
Jarzyniarnia. Widok codzienny (przez tydzień), w takich ilościach raz w roku –
podczas Przystanku. Wyzwanie nakarmienia ponad 400 ewangelizatorów podejmują
najwytrwalsi, czyli ci, którym widok świnki w częściach straszny nie jest, a i
obsługę noży i obieraczek do warzyw opanowali do perfekcji. Najstarsza stażem
jest Ela Kozakiewicz. Jej posługa w kuchni trwa już dziewiąty rok. Razem z ks.
Robertem nadzoruje i bierze czynny udział w przygotowywaniu posiłków.
Do pracy przydaje się każda para rąk, dlatego, jak co roku, są z nami
żołnierze z JW 5700 z Międzyrzecza oraz siostry zakonne z Myśliboża. Jak mówią,
można poczuć się tu wyróżnionym – przecież nie każdy ma okazje krojenia takich
ilości schabu. A plastry na palcach ? To skutek, nie zamierzonego oczywiście,
„zagapienia się”, gdy któraś z nich, wybuchnie nie pohamowanym śmiechem. Nie!
posługa w kuchni zdecydowanie monotonna nie jest. A „kiedy brakuje sił”, z
kościoła dochodzi: „(...) pragniemy więcej mocy !”, czasu na modlitwę różańcową
i koronkę wystarczy.
Żołnierze znoszą właśnie kolejne worki z ziemniakami. Dziewczyny nie
narzekają: „praca jak każda inna” mówią, chociaż ten kto choć raz pomagał im w
kuchni wie, że one, podobnie jak obsługa biura, wstają najwcześniej i kładą się
spać późno. Mimo to większość z nich nie wyobraża sobie, że przystankowy czas
mogłyby spędzić w miejscu innym niż kuchnia. Ekipy kuchennej (prawie) nie widać,
gdyż godzinami przesiaduje na dole kościoła, trudno jednak nie docenić jej
pracy, jak również wysiłków żołnierzy w kuchni polowej, którzy całymi dniami
stoją przy gorących kotłach, co w połączeniu z wysokimi temperaturami tego lata,
jest prawdziwym wyzwaniem.
A co z tym „sługa wiernym i roztropnym” ? „Szczęśliwy ów sługa, którego
pan, gdy wróci, zastanie przy tej czynności” /Mt 24,46 / Agata
Komorowska
| |