Jeśli chcesz dodać swoje świadectwo, to wyślij je na adres:
swiadectwa@tymoteusz.org.pl
Na początku dziękuję Panu Bogu za to, że pozwolił mi uczestniczyć w tak wspaniałych rekolekcjach prowadzonych przez ks. Artura. Wiem, że nie przypadkiem się tam znalazłam. Tak wiele łask wówczas otrzymałam. Owoce rodzą się do dzisiaj.
Nie spodziewałam się, że właśnie na tych rekolekcjach znajdę odpowiedzi na nurtujące mnie ostatnio pytania. Dotyczyły one m.in. wspólnoty. Teraz już wiem, a może wiedziałam to wcześniej, a teraz odkryłam na nowo, że to właśnie ona pozwala mi się rozwijać, zdejmować maski, wychodzić z izolacji. Wiem też, że pustynia również czasem jest potrzebna. Pozwala bowiem na osobistą refleksję, wnikliwszą, bardziej skupioną rozmowę z Bogiem.
Za te rekolekcje, za ludzi, których tam spotkałam – CHWAŁA PANU!
Szczęść Boże!
Mam na imię Leszek studiuję na KUL-u. Ostatnio dane mi było uczestniczyć w przepięknych rekolekcjach wielkopostnych głoszonych przez ks. Artura, oraz w kursie “Filip”. Dziękuję Bogu za ten piękny czas łaski, który doświadczyłem podczas tych dni. Myślałem, że będą to rekolekcje jak wszystkie inne, będą i pójdą w zapomnienie. Jednak te rekolekcje były czymś zupełnie innym. Jeszcze nigdy nie przeżyłem tak głęboko żadnych rekolekcji i jeszcze nigdy nie doświadczyłem w czasie i po rekolekcjach takiego pokoju w sercu, takiej wielkiej radości, były one dla mnie czymś wyjątkowym i niepowtarzalnym. Po pierwsze osoba kapłana prowadzącego rekolekcje – Ks. Artura. Słuchając Jego nauk miałem wrażenie, że to co mówił, wypływało z głębi Jego serca, był przekonany o tym co głosił, a raczej KOGO głosił, mówił tak bardzo autentycznie! To nie była jakaś książkowa wiedza, którą chciał nam przekazać, lecz Jego doświadczenie płynące ze SPOTKANIA JEZUSA w swoim życiu. Właśnie na tych rekolekcjach zrozumiałem, jak ważne jest to by SPOTKAĆ JEZUSA. To przemienia całe życie, a wystarczy tylko pragnąć. Bo kto jest spragniony a wierzy w Jezusa, niech przyjdzie do Niego i pije! Tak, doświadczyłem tego, że Jezus jest tym, który chce mnie uświęcać, który chce bym NARODZIŁ SIĘ NA NOWO, chce mnie przemieniać. Ale żeby mnie przemieniał muszę codziennie karmić się się Słowem Bożym, gdyż tam znajduje się moje życie, tam Jezus daje mi łaskę wiary, bo wiara rodzi się ze słuchania, tym zaś co się słucha są słowa Jezusa!
Jezus przygotowywał moje serce, na kurs Filip. Już kilka lat wcześniej pragnąłem uczestniczyć w tym kursie. Nawet dwa razy zapisywałem się na niego do Gubina. Jednak ostatecznie zawsze coś stawało na przeszkodzie. I oto Wspólnota św. Tymoteusza z Gubina przyjechała do Lublina. Wiem, że nie ma przypadków. Jezus, mój PAN odpowiedział na pragnienie mojego serca:). To był kolejny czas łaski, działania Pana w moim życiu. Na kursie Filip zrozumiałem, że Jezus chce być moim JEDYNYM PANEM i KRÓLEM, że nie mogę MU oddać swojego życia w 99% jak wiele razy to czyniłem, lecz On chce być moim Królem w 100%, na zawsze!, wtedy moje życie się przemieni. Na tym kursie otworzyłem swoje serce na Obietnicę Ojca, którą chce dać mi mój Pan Jezus Chrystus, na Ducha Swiętego. Zrozumiałem, że muszę otworzyć się na dar OSOBY Ducha więtego! i na Jego działanie w moim życiu. On chce dać mi swą moc, swój dynamizm, swój ogień, abym dawał świadectwo swoim życiem, że prawdziwie Jezus jest moim Panem i Królem!
Tydzień temu – kurs... a dziś gdy emocje już trochę opadły, pewne rzeczy zostały przemyślane, a owoce zaczynają być powoli widoczne chyba czas na świadectwo...
Najpierw rekolekcje na KULu, potem jako ich kontynuacja – kurs Filip – czas pełen radości, spokoju i żywej obecności Jezusa w moim życiu. To właśnie podczas rekolekcji, na auli ks. Artur powiedział że teraz jest wśród nas obecny Chrystus i ja faktycznie tej Obecności wtedy doświadczyłam!
Jeśli chodzi o kurs to ogólnie całość super choć pojawiły się jednak i takie trudniejsze chwile, ale wtedy bardzo pomogła Eucharystia. Najważniejsze momenty były na adoracji – czas bycia sam na sam z Jezusem i wyznanie że jest On Panem mojego życia. Podczas kursu od dawna znane kwestie nabrały zupełnie nowego światła. Ważna była też w tym czasie wspólnota – za co wszystkim uczestnikom i ekipie prowadzącej wielkie dzięki! Jeśli chodzi o owoce kursu i rekolekcji to już są! i mam nadzieję że będą jeszcze większe. Choćby dzisiejsza spowiedź – jakby głębsza, z większą świadomością stanięcia przed Bogiem w prawdzie, z poczuciem Jego niesamowitego miłosierdzia i łaski przebaczania. I jeszcze Pismo więte jako Słowo życia. Wcześniej były z tym kłopoty, teraz przekonałam się i wiem, że to właśnie tam należy szukać...
... a Bóg, który ukochał mnie odwieczną, bezwarunkową miłością Ojca zawsze jest ze mną, ze Swoim dzieckiem :)
Chwała Panu!
Czas tych rekolekcji nie zapowiadał że coś się zmieni w moim życiu, zresztą nawet nie wychodziłam z założenia coś się może stać. Przecież zawsze byłam blisko kościoła i wydawało mi się że wiem już wszystko. Nawet przed samymi rekolekcjami miałam ochotę zrezygnować, bo po co jak wiem już wszystko...nachodziły mnie różne myśli typu ciekawe co ten ksiądz powie mi nowego itd. A tu zaskoczenie bo nie powiedział nic nowego czego bym wcześniej nie wiedziała, ale te rekolekcje pozwoliły mi doświadczyć to co wiedziałam od zawsze. Później jakoś przez przypadek zapisałam na kurs Filip (przypadek to chyba synonim Ducha Swiętego), no i jak to u mnie pojawiało się dużo problemów żebym nie jechała. Co się tam stało na pewno nauczyłam się trwać w Bożej obecności, mam wrażenie że Ktoś czuwa cały czas nade mną. Że mimo moich odejść od Boga, On mnie mimo to kocha. I że przed Nim mogę być sobą. A teraz nie mogę, nie mówić o Jezusie i Jego miłości do człowieka. Moi znajomi mnie nie poznają chodzę i się śmieję, nie żebym wcześniej była smutnym człowiekiem, ale teraz ta radość jest inna jakby pełniejsza, głębsza. Najbardziej mnie zaskakują ludzie których nie znam, a zaczepiają mnie na ulicy z pytaniem dlaczego jestem tak szczęśliwa. I w tedy rodzi się we mnie tak wielka radość że mogę i im powiedzieć o miłości Boga. Teraz się niczego nie boję bo wiem ze moje życie jest w dobrych rękach bo w rękach Boga, czyli w najlepszych.
Chwała Panu
Magda
-Szczęść Boże!
Chcę się podzielić moimi przeżyciami w czasie rekolekcji na Kul-u. Idąc na nie nie spodziewałam się żadnych rewelacji. Myślałam, że jak każde inne przejdą bez większego echa. A tu takie pozytywne zaskoczenie.
Jeszcze nigdy nie przeżywałam tak rekolekcji jak podczas tych prowadzonych przez ks. Artura Godnarskiego. Poczułam pragnienie stawania się lepszą osobą. Dzięki tym rekolekcjom przybliżyłam się do Boga.
Chcąc kontynuować te rekolekcje zapisałam się na kurs Filip. Kurs trwał od piątku do niedzieli. W sobotę po południu pokonałam zniewolenie, z którym nie mogłam poradzić sobie od kilku lat. Wiem, że to tylko Bóg mi pomógł. (chociaż w czasie tego kursu miałam kryzys). Wierzę, że mam to za sobą.Dziękuję za modlitwę za mnie. Dzięki temu kursowi odmieniło się moje życie. Chcę, aby Jezus Chrystus był zawsze na pierwszym miejscu (bo dotychczas nie zawsze tak było).
Te rekolekcje i kurs otworzyły mi oczy. Podchodzę do ludzi z większą miłością. Dziękuję Bogu, że mogłam spotkać wspólnotę św. Tymoteusza. Wiem, że to nie przypadek, ale że to Bóg tak chciał. Wiem, że On jest.
Dziękuję.
Jestem studentka CJiKP dla Polonii i Cudzoziemców UMCS w Lublinie... Przyjechałam z Kazachstanu i jestem w Kościele Katolickim, można odwiedzić, niedawno, około dwóch lat temu miałam pierwszą komunię... Pierwszy raz uczestniczyłam w podobnych rekolekcjach i teraz marze o tym, żeby moi koledzy też mogli to przeżyć, żeby mogli poczuć, że tak może być! Miałam szczęście uczestniczyć w kursie Filip...i stało sie ze mną coś niesamowitego...Zdołałam wreszcie otworzyć swoje serce dla Boga... Jestem przekonana, ze On mnie kocha... Poczułam Go w sobie... Koleżanki, które widziały mnie i pozostałych uczestników na ostatniej mszy w niedziele, wyszły przerażone, bo nie wiedziały, co się stało, że tyle osób przez cały czas się śmieje i śpiewa z rękami podniesionymi do nieba... Zaczęły pytać wieczorem, co się stało, a tymczasem ja po prostu zrozumiałam to, co słyszałam już 1000 razy: że Jezus mnie kocha! Przepraszam za błędy :)
Od razu przepraszam za błędy :). Miałem okazję uczestniczyć w rekolekcjach prowadzonych przez Wspólnotę św. Tymoteusza na KUL-u (jak mój poprzednik), oraz na kursie Filipa. Ten czas dla mnie to jeden WIELKI CUD. Pan pokazał mi siebie, znałem Go, z tym że powierzchownie i stał sie dla mnie zwykły. Nie odnajdywałem radości w modlitwie, w kościele i w Kościele. Nie lubię pisać na komputerze także moje świadectwo będzie krótkie. te rekolekcje sprawiły ze odżyła wiara we mnie w Jezusa na nowo, uświadomiono mi że Pan jest naszym Panem nawet kiedy my o tym zapominamy i że zawsze możemy do Niego wrócić. Bo jest Miłością. Dziękuje i będę dziękować Panu za ten czas.
Czas rekolekcji wielkopostnych prowadzonych przez ks. Artura Godnarskiego i przez Wspólnotę św. Tymoteusza na KULu, był dla mnie czasem niespodziewanej łaski Bożej oraz działania Jego Opatrzności. Tym bardziej, iż nie planowałem uczestnictwa w tych rekolekcjach, gdyż miałem już zaplanowane inne. Tak po prostu, poszedłem na Mszę świętą (chociaż wybrałem celowo ten kościół, gdyż chciałem zobaczyć i usłyszeć kapłana o którym wcześniej wiele słyszałem) i nie spodziewanie po jej zakończeniu zostałem zaproszony przez ks. Artura, aby pomóc Wspólnocie w posłudze śpiewu. Tak, nie ma przypadków, to mogę z całą świadomością stwierdzić. Podczas tych 4 dni zarówno podczas Mszy świętych, jak i wieczornego spotkania na auli KUL, Pan Jezus dawał mi na nowo odkrywać siebie. W sposób dla Niego wiadomy, dał mi w tym czasie, już w pierwszym dniu rekolekcji odkrywać swoje powołanie – o co się wcześniej modliłem nowenną za wstawiennictwem S.B. Rozalii Celakówny. Wiem, że to On mnie zaprowadził na te rekolekcje. W tym czasie usłyszałem bardzo ważne dla mnie słowa, że Jezus, nigdy mnie nie zostawi samego, do końca będzie mnie uzdrawiał i nie będzie miał pretensji do moich upadków. Jezus nie stawi poprzeczek ponad moje możliwości i nie jest ważne, że ja coś potrafię robić czy czegoś nie potrafię, bo jeżeli On mnie do czegoś wybrał, to to naprawdę nie jest istotne. Był to czas wielkiego doświadczenia Pana Boga w moim życiu, umocnienia mojej osobistej relacji z Tym, który jest moim Przyjacielem. Wiem, że tej relacji nie będzie, jeżeli nie będę wierny medytacji nad Jego Słowem, które jest źródłem wody żywej. Bardzo pragnę tej relacji, pragnę być Jego świętym każdego dnia.
To chyba pierwsze świadectwo w moim życiu (aż trudno w to uwierzyć ;) ), ale czuje że muszę je napisać, a po rekolekcjach mam na to ODWAGĘ ;). Chociaż przez neta to trochę prościej. Na rekolekcjach zasadniczo znalazłam się przez przypadek (przypadek to podobno synonim Ducha Swiętego), tak jakoś wyszło i zostałam.Zawsze miałam problem w kontaktach z ludźmi więc z Bogiem też, a ostatnio to w ogóle był dla mnie ciężki czas, czułam że jestem blisko i zarazem daleko od Pana, bardzo to bolało. A na rekolekcjach usłyszałam że mam być wierna, że mam pragnąć, pić, że mam rozumieć, niby takie proste, a tak często nie zdajemy sobie z tego sprawy. Któregoś dnia poszłam do kaplicy, tak po prostu by z Nim być, zobaczyłam Jego uśmiechniętą twarz, bo ja tam przyszłam :). Od tego czasu nie mogę przestać się uśmiechać (nie żebym była ponurakiem), ale niektórzy mnie nie poznają, czuję taką prawdziwą miłość i radość Bożą w sercu a gdy to piszę to jeszcze większą :D. A jutro idę do spowiedzi i będzie jeszcze większa :). A uwielbienia na auli nauczyły mnie większej odwagi, spontaniczności, wolności, czuje że jestem sobą :) SUPER! Za to wszystko i jeszcze za inne Cuda – CHWAŁA PANU.
Jestem studentką 3go roku KULu. Chciałam podzielić się moim świadectwem z rekolekcji, na które nie trafiłam przypadkiem wprawdzie ;), ale które bardzo mi się podobały. Napiszę co do mnie najbardziej trafiło: przede wszystkim to, że wierząc czynnie w Jezusa- będąc zaangażowanym w wiarę(jeśli tak można powiedzieć)- można, a nawet trzeba być sobą, nie udawać kogoś kim się nie jest, nie przywdziewać masek. Że Bóg mnie kocha :), że o Ewangelii można mówić nie tylko w sztywny sposób, ale, że można ją przedstawić w formie scenki, ze śmiechem nawet. Że chrześcijanin jest do tańca i do Różańca :) – w czasie rekolekcji było wiele śmiechu, jak i czasu na refleksje. Myślę, że ważnym elementem było przesłanie odwagi, wypłynięcia na głębie naszych relacji z innymi/studiów. Pierwszy raz także sama poszłam, aby ktoś się nade mną pomodlił. Usłyszałam również jak ważne jest Słowo Boże i jak ważne jest rozumienie go, a spijanie Ducha więtego to czytanie Ewangelii, tracisz wiarę- chwyć za Ewangelię :) Dla mnie także ważnym elementem rekolekcji było śpiewanie, tańczenie :) – dla mnie to było wyrażenie siebie. Pamiętam także słowa, iż Duch więty nigdy nie prowadzi do izolacji (nie mylić z odosobnieniem, bo i bycie samemu jest potrzebne) od innych ludzi. Zaskakującym stwierdzeniem, które usłyszałam, było to, że ja jestem drogocenną perłą, którą trzyma Jezus na jednej z ikon. Można by jeszcze trochę napisać, ale i tak się już rozpisałam :) i przepraszam za moją chaotyczność. Podsumowując: Jezus jest tu, nie jest nudny, a ludzi których pociąga za
sobą są naprawdę fantastyczni!
Pozdrawiam i cieszę sie, że mogłam uczestniczyć w tych rekolekcjach :)
Jestem studentką 4go roku KULu. Chcę również podzielić się z wami tym, jak Pan Bóg zdobył na nowo moje serce podczas rekolekcji prowadzonych przez ks Godneckiego. Ja także można powiedzieć, że trafiłam na nie przypadkiem. Planowałam rekolekcje,ale nie zbyt to były pilne myśli.. I kiedy drugiego dnia zaszłam na nie, by zobaczyć i właściwie wyjść- po chwili już wiedziałam, że nie mogłabym tego zrobić. Od pierwszego momentu Pan Bóg poruszył we mnie struny, które się wytarły. Wlewał w moje serce pragnienie i tęsknotę, to co sądziłam, że we mnie żyje, a co uświadomiłam sobie, że pochowałam. Przede wszystkim rozpalił swoją miłość do siebie, a już nade wszystko trzeba mi powiedzieć o tym, że on naprawdę pomógł mi się Narodzić na nowo! Przez długi okres ostatniego mojego życia byłam zamknięta i co do mnie dotarło, dość się izolowałam od ludzi, od życia w ogóle. Bałam się..Byłam jakby sparaliżowana w najgłębszych zakamarkach mojego serca. Dopiero te rekolekcje uświadomiły mi mój strach, i rozbudziły pierwszy raz od dłuższego czasu wielkie pragnienie bycia z Chrystusem, wlały odwagę! Nie było podczas tych rekolekcji natomiast jakiegoś wielkiego BUM, co by mnie Bóg powalił czy coś. Było to raczej spokojne choć nie bez emocji i walki prowadzenie, a także dojrzewanie decyzji: Czy ja serio chce iść za Bogiem, czy chce Mu rzeczywiście odpowiedzieć.. Jak ten młody Samuel.. jak Piotr.. Ta tęsknota i odwaga, to coś co mnie zaczęło od pierwszego dnia uczestniczenia w rekolekcjach naprawdę przemieniać. Począwszy od codzienności w tym obowiązków, spotkań z ludźmi. Odkryłam w sobie pasje, których nie znałam, może dlatego, że się bałam czegoś próbować, by się ewentualnie nie sparzyć..
Teraz wiem, a nade wszystko rozumiem i czuje, że: jeśli się nie zaryzykuje, nie wygra, że co by się nie działo, trzeba ufać i znów się podnosić. Wcześniej o tym wiedziałam,teraz to zrozumiałam inaczej, bo doświadczyłam w tym konkretnie Bożej łaski, dotknięcia i przemiany serca.
Dużo by pisać.. tak wiele Bóg pokazywał. Zakończę jednak słowami z rekolekcji, że: «Nie wydasz owoców, jeśli nie zapuścisz korzeni» – to zdanie i moje doświadczenie każdego dnia tych rekolekcji będą mi dźwięczały mam nadzieje jak najdłuższy czas w życiu. Zapuścić korzenie w Bogu i Mu zaufać – naprawdę zaufać.
Dziękuję Ci Jezu za to, że nigdy nie przestajesz szukać do nas dróg, że nie rezygnujesz z nas nawet wtedy, gdy my spisaliśmy się na stratę. Dziękuję za doświadczenie słów: Wypłyń na głębie – NIE LĘKAJ SIĘ! Tego doświadczenia, żywej obecności Chrystusa, Jego Ducha – życzę tobie.
Jeżeli masz problemy, żeby dodać swoje świadectwo, wyślij je na adres:
swiadectwa@tymoteusz.org.pl